Dla wielu z Was to prawdopodobnie pierwsza tak długa rozłąka z maluchem. Rozumiemy to doskonale. Prowadząc nasz żłobek na warszawskim Ursynowie, przez lata wspieraliśmy setki rodzin w tych pierwszych, pełnych emocji tygodniach. Widzieliśmy już chyba wszystko – łzy (często częściej u mam niż u dzieci!), kurczowe trzymanie się nogawki, ale też nagłe, zaskakujące wybuchy radości na widok nowych zabawek.
Adaptacja w żłobku to proces. Nie da się go "odfajkować" w jeden weekend, ale można się do niego mądrze przygotować. Zamiast zasypywać Was suchą teorią z podręczników, przygotowaliśmy praktyczną ściągę. Taką od serca. Z naszego podwórka przy ulicy Kanarkowej.
Zanim przekroczycie próg – co robić w domu?
Żłobek nie powinien być dla dziecka miejscem, które pojawia się znikąd jak grom z jasnego nieba. Dzieci uwielbiają przewidywalność. Jak możemy im pomóc?
- Opowiadajcie, ale nie koloryzujcie. Mówcie o żłobku naturalnie. O tym, że będą tam inne dzieci, fajne ciocie (które pomogą założyć buty) i nowe klocki. Unikajcie jednak obiecywania, że "będzie tam super każdego dnia". Dziecko ma prawo czuć smutek, a obietnica wiecznej zabawy może sprawić, że poczuje się oszukane, gdy nagle zatęskni za mamą.
- Dostosujcie rytm dnia. Zorientujcie się wcześniej, o jakich godzinach w naszej placówce są drzemki i posiłki. Jeśli przez ostatni miesiąc przed pójściem do żłobka powoli przestawicie domowy grafik drzemek na ten "żłobkowy", organizm malucha uniknie podwójnego szoku.
- Samodzielność na miarę wieku. Nikt nie wymaga od roczniaka, by sam zakładał kurtkę. Ale zachęcanie starszaka do samodzielnego chwytania łyżki czy picia z kubka bidonu niesamowicie buduje jego pewność siebie w nowym środowisku.
Czy to zmechacony miś, czy kocyk, z którym maluch się nie rozstaje – pozwólcie mu zabrać ten kawałek domu ze sobą. Taki "kumpel" pachnie domem i daje ogromne poczucie bezpieczeństwa w chwilach kryzysu.
Te trudne poranki, czyli sztuka mądrego pożegnania
To tutaj zazwyczaj rozgrywają się największe dramaty. I wiecie co? To zupełnie normalne. Dziecko komunikuje płaczem swój sprzeciw wobec rozstania z najważniejszą osobą w jego życiu. Co możecie zrobić, żeby ten moment ułatwić?
Zasada numer jeden: krótkie pożegnania. Długie uściski w szatni, wielokrotne wracanie po "jeszcze jednego buziaka" i upewnianie się, czy maluch na pewno sobie poradzi, paradoksalnie potęgują jego lęk. Dziecko to doskonały radar – jeśli czuje Wasze wahanie i ogromny stres, samo zaczyna się bać. Przekazujecie mu niewerbalnie sygnał: "To miejsce może nie być bezpieczne, skoro mama tak bardzo nie chce mnie tu zostawić".
Nigdy, przenigdy nie uciekajcie ukradkiem, gdy dziecko zajmie się klockami. To najszybsza droga do utraty zaufania. Maluch uczy się wtedy, że mama może zniknąć w każdej chwili, przez co następnego dnia nie będzie chciał odkleić się od Was ani na sekundę. Zawsze mówcie "do widzenia", powiedzcie krótko, kiedy wrócicie (np. "po zupie", dzieci nie rozumieją pojęcia "o 15:30") i przekażcie dziecko opiekunce.
Jak to robimy "Pod Chmurką"?
U nas, na Zielonym Ursynowie, stawiamy na spokój. Nasza kadra (w tym opiekunki z przygotowaniem pedagogicznym z zakresu edukacji włączającej) wie, że każde dziecko ma swój własny rytm. Jedno wbiegnie do sali pierwszego dnia, inne będzie potrzebowało tygodnia, by puścić rękę cioci i dołączyć do grupy na dywanie.
Wielkim wsparciem w adaptacji są też nasze codzienne wyjścia do Lasu Kabackiego. Przebywanie na świeżym powietrzu niesamowicie obniża poziom stresu u dzieci (i poprawia apetyt!). Las to neutralny, fascynujący grunt, gdzie łatwiej nawiązać relacje z rówieśnikami, podnosząc szyszkę czy obserwując mrówki.
Pamiętajcie, dacie radę. Wy i Wasze dzieci. A my tu jesteśmy po to, żeby potrzymać Was za rękę, zaparzyć Wam rano szybką melisę w drzwiach i wysłać SMS-a ze zdjęciem zadowolonego malucha kwadrans po tym, jak ze łzami w oczach odjechaliście do pracy. Będzie dobrze!